czwartek, 7 maja 2015

czas mija..

dni uciekają, przeganiają się jakby brały udział w jakimś wyścigu.. który szybciej się skończy.. 

Każdego dnia, stawiam sobie jakiś cel, żeby nie myśleć, może mniej tęsknić przy okazji.. i oczywiście dla jakiegoś pożytku.. Wczoraj był ambitny plan SPRZĄTANIE.. zrealizowany w jakichś 65%.  w kwesti przeselekcjonowania zabawek w 120% :-) dzień zleciał tak prędko, że sama nie wiem, kiedy zasnęłam..

Na dzisiaj było ciut więcej planów niż zostało zrealizowanych.. cóż.. nie zawsze wszystko się udaje.. plus dnia - UMÓWIONA WIZYTA U FRYZJERA - już na poniedziałek.. zbierałam się, zbierałam.. aż w końcu poszłam się zapisać.. moje włosy wołają o pomstę do nieba.
dzisiaj, jako że godzina jeszcze całkiem młoda, za oknem wciąż widno.. czekam, aż mój młodzieniec zaśnie i idę do znajomej, ma urodziny więc może coś wypijemy, pogadamy.. odprężymy się..  no bo w końcu: ileż można siedzieć w domu i myśleć i się dołować...?

Wczoraj była też data bliska memu sercu. ogromnie smutna i bolesna.. 4 lata temu straciłam osobę dla mnie najważniejszą. do dziś przeżywam to co się stało, obraz nie znika sprzed mych oczu. Jego już nie ma, a do mnie to nadal nie dociera..

podsumowanie dni :Życie nau­czyło mnie nie tra­cić nadziei, ale też się do niej zbyt­nio nie przy­wiązy­wać. Jest ok­rutna i próżna, wol­na od skrupułów. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz